DWA DNI ROZMYŚLAŃ

 
 

Uwagi nieznanego korespondenta trafiły mi z miejsca do przekonania. Byłem nimi tak zafascynowany, że zdecydowałem się wyjechać z całym zespołem redakcyjnym na dwa dni w jakieś zacisze górskie, aby wspólnie przemyśleć w spokoju i przedyskutować nasz własny nowy kurs. Miały to być już drugie nasze „rekolekcje”. Pierwsze odbyły się w roku 1953 nad bawarskim jeziorem Chiemsee. Chodziło o to, by oderwać się od bieżącego kieratu, zatrzymać na chwilę, dokonać bilansu i pomyśleć co dalej. Tym razem „rekolekcje” odbyły się w Alpach, w malowniczej wiosce Kreuth nad granicą austriacką. Podstawą dyskusji były referaty - Jordana i mój.

Nasze audycje były dotychczas zaadresowane głównie do „wewnętrznej emigracji”. Obecnie staliśmy wobec pytania, jak się odnieść do opozycji. Obie formacje różniły się od siebie zasadniczo. „Wewnętrzna emigracja” żyła jakby poza systemem, odrzucała całkowicie rząd i ustrój, operowała pojęciem „my” i „oni”, żyła wyczekiwaniem na wydarzenia zewnętrzne, które przyniosą wyzwolenie, wiązała swe nadzieje z Zachodem, przede wszystkim z Ameryką. Obejmowała antykomunistyczną inteligencję, chłopów i robotników, a więc tak zwane szerokie masy.