ODWILŻ CZY POWÓDŹ?

 
 

Wiosną i latem 1955 r. „odwilż” wystąpiła już z brzegów wyznaczonego przez partię koryta i zrywając nałożone tamy. zamieniła się w wiosenną powódź. Pod wpływem poniesionych niepowodzeń partia próbowała zawrócić z drogi. Zaledwie w dwa miesiące po rozpoczęciu oficjalnej „odwilży” pojawiły się pierwsze tendencje do hamowania dyskusji. List Komitetu Centralnego do komitetów wojewódzkich i powiatowych z kwietnia 1955 r. ostrzegał przed wypaczeniem prawicowym, które prowadzi do negowania potrzeby i celowości kierownictwa ideowo-polilycznego. Jerzy Morawski wzywał do walki na dwa fronty: z dzierżymordami, sekciarstwem i dogmatyzmem z jednej strony, a oportunizmem i wrogą propagandą - z drugiej

List nie odniósł jednak żadnego skutku choćby dlatego, że przygniatająca część partyjnych dziennikarzy, nie wyłączając redakcji „Trybuny Ludu” angażowała się po stronie opozycji. Znamienna pod tym względem była wypowiedź na łamach „Prasy Polskiej”, organu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich: „W zespołach redakcyjnych pojawiają się tendencje wyemancypowania niejako prasy spod kierownictwa partii. Tendencje polegają między innymi na tym, że prasa jako ta »lepsza« miałaby być organem pewnego nacisku opinii publicznej na partię”10. Równie znamienne było usunięcie redaktora naczelnego „Nowej Kultury”, Pawła Hoffmana, po ogłoszeniu Poematu dla dorosłych i uchwała Biura Politycznego w sprawie „Trybuny Ludu”, powzięta prawdopodobnie wiosną 1955 r. Treść jej nie została ujawniona, ale Jerzy Morawski w przemówieniu na zebraniu Zarządu Głównego SDP zapewniał, że „nie wzywa ona do przyciszania krytyki. Przeciwnie - wskazując na błędy i wypaczenia w krytyce, chciała pomóc redakcjom, aby pozbywając się błędów, lepiej i ostrzej rozwijały zdrową, partyjną krytykę”. Opozycja miała więc swoich patronów w KC i tym chyba można tłumaczyć dziwną tolerancję cenzury.