TAJEMNICA ŚMIERCI BIERUTA

 
 

Miesiąc marzec 1956 roku obfitował w wydarzenia. Warszawa nadała komunikat, że Bierut zachorował w Moskwie jedenastego marca i zmarł następnego dnia wieczorem. Według urzędowego świadectwa zgonu, podpisanego przez lekarzy sowieckich przyczyną śmierci miało być zapalenie płuc połączone z zawałem serca. Komunikat ten przyjęty był w Polsce z niedowierzaniem. Śmierć Bieruta łączono ze śmiercią Klementa Gottwalda, przewodniczącego KC czechosłowackiej partii i premiera, który zmarł nagle po powrocie do Pragi z pogrzebu Stalina. Stolicę obiegł dowcip, że Moskwa ma być przemianowana na Częstochowę, bo często chowa.

Nigdy nie zdołałem znaleźć wyjaśnienia, dlaczego po zakończeniu XX Zjazdu szef polskiej partii tak długo pozostawał w Moskwie. Po powrocie do Warszawy delegatów na XX Zjazd KPZR treść przemówienia Chruszczowa rozeszła się w kołach góry partyjnej. Ujawnienie przez Chruszczowa zbrodni Stalina przyjęto jako sygnał do ataku na Bieruta. Zwołane zostało zebranie aktywu partyjnego, które trwało trzy albo cztery dni (rozmowa ze Stefanem Staszewskim, „Kontakt” nr 12/1983). Domagano się tam ujawnienia nadużyć i zbrodni popełnionych w Polsce i pociągnięcia sprawców do odpowiedzialności. Stenogramy obrad wysyłane były Bierutowi codziennie samolotem. Nie mógł być ciężko chory, bo telefonował nieustannie do Bermana, a jego osobisty lekarz, dr Płockier, nie został ściągnięty do Moskwy.

Chruszczów po pogrzebie w Warszawie powiedział Staszewskiemu: Eto wy ubili Bieruta. Nie podejrzewał chyba, że polscy „towarzysze” zamordowali go fizycznie. Jego odezwanie można było zrozumieć dwojako: albo raporty z Warszawy przyprawiły Bieruta o zawał serca, albo pod ich wrażeniem popełnił samobójstwo. Istnieje nie sprawdzona wersja, że po wygrzebaniu się z grypy Bierut wyszedł do parku w obstawie dwóch goryli. Usiadł na ławce i kazał im odejść na pół godziny. Gdy wrócili, zastali go nieżywego. Od sprowadzonego z Warszawy naczelnego lekarza kliniki rządowej, dr. Fejgina, zażądano podpisania protokołu sekcji zwłok, przy której nie był obecny. Stąd rozeszły się pogłoski, że Bierut nie zmarł śmiercią naturalną.

Zaprzeczał temu gwałtownie Jakub Berman, który ściągnięty został do Moskwy, ale nie był obecny przy śmierci swojego szefa. Relacje Bermana zbyt często jednak odbiegają od faktów, by można było na nich polegać.

Światło twierdził, że gdy opuszczał Polskę u schyłku 1953 r., Bierut cieszył się dobrym zdrowiem. Później jednak docierały do nas wiadomości, że zapadał na serce i nie rozstawał się ze swoim lekarzem.

Dopiero po śmierci polskiego Stalina, który chciał utrzymać pozory dobrotliwego włodarza, okazało się, w jakim stopniu był do końca hamulcem odwilżowych przemian.