KRWAWY CZWARTEK POZNAŃSKI

 
 

Pierwszą wiadomość o rozruchach w Poznaniu podchwycił nasz nasłuch. O godz. 19.30 rozgłośnia poznańska nadała dwuminutowy komunikat PAP-u mówiący o ,.poważnych zaburzeniach w mieście”. W godzinę później, o wpół do dziewiątej wieczorem, Poznań nadał oświadczenie Miejskiej Rady Narodowej oskarżające nie wymienionych z nazwiska agentów imperializmu, którzy wykorzystali fakt, że w Poznaniu odbywają się Międzynarodowe Targi i sprowokowali zamieszki w celu skompromitowania Polski Ludowej. Przy pomocy robotników - mówił dokument - władze opanowały sytuację i przywróciły spokój. Winni zostaną ukarani.

Równocześnie płynęły długie depesze obecnych na miejscu korespondentów Reutera, UPI, Associated Press, Deutsche Presse Agentur i Agence France Presse. Opisywały szczegółowo nie tylko przebieg, ale i genezę wydarzeń. Wynikało z nich jasno, że rewolta miała charakter spontaniczny i nie zorganizowany, była nagłym wybuchem gromadzącego się od dłuższego czasu niezadowolenia i rozpaczy. Z depesz agencyjnych nie wynikało, by sytuacja pod wieczór 28 czerwca była opanowana.

W pokoju redakcyjnym panował tłok, Orócz dyżurnych redaktorów ściągnęli inni. Na dodatek zjawił się nieoczekiwanie urzędnik Konsulatu Generalnego USA w Monachium, znany mi towarzysko. Czytał przez ramię maszynistki dyktowane przez redaktora wiadomości i zaczął mnie nagabywać, jak zamierzamy odnieść się do tego, co zaszło. Był to pierwszy wypadek tego rodzaju ingerencji ze strony przedstawiciela rządu USA. W sposób bardzo uprzejmy, ale stanowczy, poprosiłem go o opuszczenie redakcji dziennika radiowego, gdyż jego obecność w tak gorącym momencie utrudnia pracę i podejmowanie decyzji. Griffith. który zjawił się w kilka minut później, poparł mnie z miejsca i nieproszony gość opuścił budynek. To samo pytanie postawił mi teraz Griffith: jakie mogą być następstwa wydarzeń w Poznaniu i co zamierzamy dalej robić?