HISTORIA WŁODZIMIERZA KACZMARKA

 
 

W drugiej połowie lipca uciekł przez Berlin Zachodni dwudziestosiedmioletni robotnik od Cegielskiego, Włodzimierz Kaczmarek. Zbiegł, jak twierdził, w ostatniej chwili przed aresztowaniem. Był jednym z tych, którzy zdzierali czerwone flagi z budynku partii przy ulicy Świętego Marcina i brał udział w zniszczeniu zagłuszarki. Dotychczas nadawaliśmy wyłącznie relacje cudzoziemców. Po raz pierwszy stanął przed mikrofonem uczestnik zajść1.

Kaczmarek opowiadał o tym, jak 28 czerwca ruszył w kierunku budynku Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, w którym mieściła się zagłuszarka. W pewnej chwili jakiś młody robotnik krzyknął: idziemy na pajęczynę! Anteny zagluszarki na dachu, urządzenia i wszystko, co znajdowało się w lokalu, zostało wyrzucone na bruk i z wściekłością doszczętnie zniszczone i rozbite. Pracownikom pozwolono odejść spokojnie. Jakiś robociarz krzyczał głośno: „Psiakrew! to świństwo 4 miliony złotych kosztuje, a moja kobieta nie ma czego do garnka włożyć”.

Z ul. Dąbrowskiego popędził Kaczmarek do swego mieszkania na Grunwaldzką, by przekonać się, czy odbiór Wolnej Europy jest teraz czysty. Zdziwił się, gdy usłyszał buczek, co prawda nieco słabszy niż zwykle. Nie wiedział, że druga, bardzo mocna zagłuszarka pracuje pod Puszczykowem niedaleko Poznania. Słuchacze dowiedzieli się od Kaczmarka, że już w dwa tygodnie po stłumieniu rozruchów - 10 albo 11 lipca doszło do strajku włoskiego u Cegielskiego. Robotnicy stali przy maszynach, ale nie pracowali. Fabrykę otoczyło wojsko. Robotnicy strajkowali na znak protestu przeciwko aresztowaniom. Trwały one do 20 lipca.