ROLA FILIPA BENA

 
 

Równolegle z eskalacją postulatów społecznych przybierała wciąż na sile walka w kierownictwie partii. Historyczną rolę w informowaniu społeczeństwa o tej rozgrywce odegrał korespondent „Le Monde” w Warszawie.

Filip Ben był obywatelem Izraela i stałym współpracownikiem organu Partii Pracy „Maariv” w Tel-Awiwie. Urodził się w Łodzi i nazywał się przed wojną Norbert Nieświski. Był patriotą Izraela, a równocześnie czuł się związany z Polską, gdzie miał wielu przyjaciół i kolegów z lat przedwojennych. Dzięki znajomości języka oraz ludzi jego korespondencje zawierały najwięcej wiadomości o tym, co działo się na partyjnym Olimpie. Wracały do Polski na naszych falach i w ciągu kilku tygodni nazwisko korespondenta „Le Monde” stało się powszechnie znane w całym kraju. Jak pisał w swoich wspomnieniach nadanych przez RWE w siedem lat po Październiku L jego pokój w hotelu Bristol stał się celem pielgrzymek dygnitarzy partyjnych, wysokich urzędników państwowych i czołowych dziennikarzy. Urywał się telefon. Znoszono mu ostatnie wiadomości, skonfiskowane artykuły, szczegółowe informacje o walkach frakcyjnych, dokumenty i tajemnice partyjne, a nawet fragmenty stenogramów z posiedzeń Biura Politycznego. Wszystko to z pełną świadomością, że te wiadomości rozejdą się następnego dnia na cały kraj przez RWE. Był to w ówczesnych warunkach jedyny dostępny sposób mobilizowania społeczeństwa przeciwko partyjnej konserwie i jej sponsorom w Moskwie.

Zanim Ben wysłany został przez „Le Monde” do Warszawy w czerwcu 1956 r., odwiedzał nas często w Monachium, korzystając z naszych wiadomości, ocen i materiałów biura studiów.