Triumwirat Gomułka-Ochab-Cyrankiewicz

 
 

Wydawało się, że triumwirat Gomułka-Ochab-Cyrankiewicz odniósł walne zwycięstwo. Jednakże, jak nas później informował Ben, po odlocie delegacji sowieckiej nastąpiły najgorsze godziny niepewności. Rozmówcy polscy zrozumieli, że wizyta i ruchy wojsk były obmyśloną z góry próbą zastraszenia, ale kolektywna decyzja, co robić dalej, zapadnie dopiero w Moskwie. Wojska sowieckie wprawdzie zatrzymały się w marszu na Warszawę, ale nie powróciły do swoich baz. W atmosferze napięcia nowe kierownictwo oczekiwało na jakieś oznaki poparcia ze strony Belgradu i Pekinu. Na razie jednak słowa solidarności przekazało tylko radio Budapeszt i prasa węgierska. Gdy okazało się, że sobotnia „Borba” z 20 października nie zamieściła żadnej wzmianki o sowieckiej wizycie, która mogłaby być odebrana w Moskwie jako ostrzeżenie czy protest - w nowym kierownictwie zapanował niepokój. Nastroje poprawiły się, gdy po południu przyszła wiadomość, że Tito wysłał depeszę do Moskwy ostrzegającą przed mieszaniem się w wewnętrzne sprawy polskiej partii. Podobna depesza nadeszła z Pekinu. Uspokojenie nastrojów nastąpiło dopiero po telefonie Chruszczowa w nocy z poniedziałku 21 na wtorek 22 października. Rozmowa z Gomułką odbyła się w tonie przyjacielskim. Chruszczów zapraszał Gomułkę, by wraz z Cyrankiewiczem i Ochabem przyleciał do Moskwy w piątek, 26 października. Równocześnie dywizje sowieckie rozpoczęły powrót do swoich baz, a jednostki floty sowieckiej, którym wiceadmirał Jan Wiśniewski odmówił pozwolenia na wpłynięcie do Zatoki Gdańskiej, znikły z horyzontu. Prasa sowiecka otrzymała instrukcje powstrzymania się od ataków na prasę polską.