TRYUMFUJĄCE SPOŁECZEŃSTWO

 
 

Tymczasem poczucie tryumfu i zwycięstwa znalazło ujście w niezliczonych wiecach młodzieży akademickiej, robotników i wojska. W krytycznym dniu dziewiętnastego października, w czasie, gdy jeszcze toczyły się konfrontacyjne rozmowy w Belwederze, dwadzieścia tysięcy studentów zebrało się na wielkim wiecu w Politechnice. Przybyli delegaci z Krakowa i delegaci robotników z fabryk warszawskich. Przemawia! mój szkolny kolega, Jan Kott, redaktor „Po prostu”, Eligiusz Lasota, i przywódca robotników Żerania, Lechosław Goździk. W dniu następnym, w niedzielę, masowe wiece robotników odbyły się w fabrykach Łodzi, Krakowa, Gdańska, Szczecina i Poznania. W Warszawie masówki na Żeraniu, w Ursusie i w Zakładach Róży Luksemburg. Wiece kończyły się uchwaleniem długiej listy postulatów. Zaczynały się zwykle od żądania „umocnienia sojuszu ze Związkiem Radzieckim na zasadach pełnej suwerenności i nieingerowania w sprawy wewnętrzne”8. Najczęściej powtarzały się żądania jawności życia politycznego, usunięcia ludzi Natolina z władz partyjnych, z rządu, ze związków zawodowych, pozbycia się sowieckich oficerów z Rokossowskim na czele z wojska, uwolnienia kardynała Wyszyńskiego i uwięzionych biskupów, powrotu Polaków z Rosji, zniesienia zagłuszeń radiostacji zachodnich itd. Fala wieców i zebrań ogarnęła wojsko. Pierwszy wiec żołnierski odbył się jeszcze w czasie trwania plenum w Wojskowej Akademii Technicznej im. Jarosława Dąbrowskiego. Wyłoniona naprędce delegacja zaniosła na plenum KC uchwałę wyrażającą poparcie wojska dla „sił postępowych”. Masówki wojskowe podejmowały rezolucje domagające się usunięcia Rokossowskiego i Wi- taszewskiego. Odbywały się w garnizonach po całej Polsce pod hasłem: wojsko z narodem. W powodzi materiałów, które lądowały na moim biurku, nie zwróciłem większej uwagi na informację, która wydawała się wówczas bez znaczenia. Na jednym z tych żołnierskich wieców jakiś nieznany, młody generał brygady był jedynym, który przemawiał przeciwko usunięciu z Polski Rokossowskiego i rosyjskich oficerów. Znaczenie tego szczegółu zrozumiałem dopiero w 28 lat później, gdy pisząc ten rozdział, przeglądałem swoje archiwum. Ów generał nazywał się Wojciech Jaruzelski i cztery lata później był już naczelnym politrukiem jako szef Zarządu Politycznego Wojska Polskiego.

Po zakończeniu plenum, 24 października, pół miliona ludzi, połowa ludności Warszawy w nastroju nieopisanego entuzjazmu zebrała się na placu Defilad dla wysłuchania przemówienia Gomułki. Po raz pierwszy te tłumy znalazły się tam z własnej chęci.