ROLA PRYMASA CZ. II

 
 

Słowa te były szczególnie potrzebne w tym właśnie momencie. Na przełomie bowiem października i listopada zdawało się, że rewolucja na Węgrzech odnosi zwycięstwo i że Węgry odzyskają pełną wolność i staną się państwem demokratycznym. Toczyły się rokowania o całkowite wycofanie wojsk sowieckich, a premier Nagy ustępował wobec żądań Rad Robotniczych, które domagały się przywrócenia systemu wielopartyjnego i ogłoszenia neutralności Węgier. Równocześnie docierały uporczywe pogłoski o nowej koncentracji wojsk sowieckich wokół Budapesztu, o obsadzaniu przez Armię Czerwoną lotnisk, węzłów kolejowych i innych punktów strategicznych. Zespół polski w odróżnieniu od Amerykanów i Węgrów nie miał złudzeń, czym się to musi skończyć. Według wszelkiego prawdopodobieństwa, gdyby nie autorytet i wpływ Prymasa, Polska na zasadzie sprzężenia zwrotnego poszłaby za przykładem Węgier i podzieliła ich losy. 29 października, w chwili gdy mogło się zdawać, że powstańcy węgierscy bliscy są ostatecznego zwycięstwa, nadaliśmy komentarz analizujący podobieństwa i różnice sytuacji na Węgrzech i w Polsce.

Podobieństwo charakteru narodowego tłumaczy w pierwszym rzędzie równoczesność zrywu w Polsce i na Węgrzech. W wydarzeniach ubiegłego tygodnia na terenie obu krajów uderzają jednak nie tylko podobieństwa, ale i różnice.

Na Węgrzech, tak jak w Polsce, wystąpiły trzy zasadnicze siły: pierwszą stanowili dawni stalinowcy, którzy uparcie usiłowali trzymać się starych metod, a wzywając na Węgrzech do interwencji wojska sowieckie, stali się głównymi sprawcami węgierskiej tragedii i rozlewu krwi. Byli oni węgierskim odpowiednikiem grupy natolińskiej z Rokossowskim, Zenonem Nowakiem i Witaszewskim na czele.

Obok stalinowców, drugą silę zarówno w Polsce, jak i na Węgrzech, reprezentuje grupa tych komunistów, którzy stoją na gruncie utrzymania obecnego ustroju, chcą zachowania dyktatury jednej partii, ale dążą równocześnie do uniezależnienia się od Moskwy i reformy systemu w kierunku większej liberalizacji i demokratyzacji. Na czele tego kierunku stanęli w Polsce Gomułka i Cyrankiewicz. Na Węgrzech reprezentuje ten odłam nowy premier Nagy i nowy sekretarz partii Kadar.

Te trzy czynniki grały w sposób zasadniczo odmienny w Polsce i na Węgrzech

Obok tych dwu sil występuje na Węgrzech i w Polsce jeszcze czynnik trzeci. Jest nim samo społeczeństwo, w ogromnej większości odrzucające komunizm i pragnące przywrócenia pełnych demokratycznych praw i swobód. Chociaż te siły antykomunistyczne są dziś pozbawione kierownictwa, więzi organizacyjnej i rozproszkowane przez jedenaście lat komunistycznych rządów - przez swą liczebność i masowość stanowią czynnik potencjalnie najważniejszy. Od jego zachowania zależą w ostatecznym wyniku losy państwa.

Te trzy czynniki grały w sposób zasadniczo odmienny w Polsce i na Węgrzech. U nas natolińczycy zostali w porę rozgromieni. Dzięki temu nie doszło do interwencji sowieckiej. Z drugiej strony, społeczeństwo w Polsce powstrzymało się od masowego odruchu zbrojnego.

Zaważyło tu niewątpliwie powszechne zrozumienie położenia geograficznego i politycznego Polski oraz świadomość niebezpieczeństw, jakie nam grożą. Nie ma tu żadnych podobieństw między Węgrami a Polską. Węgry są pod względem powierzchni krajem trzy razy mniejszym od Polski. Ludność Polski jest przeszło dwa i pół raza liczniejsza od ludności Węgier. Węgrzy znajdują się na peryferiach sowieckiej orbity. Mają długą, wspólną granicę z Austrią i Jugosławią. Polska nie graniczy z wolnym światem. Położona jest między Rosją a Niemcami. Przez terytorium nasze przechodzą sowieckie szlaki komunikacyjne łączące Rosję z Niemcami Wschodnimi. W tej sytuacji społeczeństwo polskie - raz jeszcze podkreślamy - w ogromnej swej większości demokratyczne, a więc antykomunistyczne, wykazało zdumiewający instynkt polityczny i głębokie poczucie odpowiedzialności. W swym dynamicznym dążeniu do pełnej wolności i prawdziwej demokracji zrozumiało, że istnieją pewne granice wynikłe z określonego układu sił i z położenia międzynarodowego, których w chwili obecnej przekroczyć nie można, by nie narazić swej upartej walki na przegraną11.