Zaniechanie zagłuszeń

 
 

Odbiór radiostacji zachodnich poprawił się z miejsca, ale brzęczenie nie ustało. Polskie Radio i redakcje pism zasypywane były listami i zapytaniami. 26 listopada powtórzono informację, że zagłuszanie rozgłośni zachodnich zostało zniesione i że zakłócenia odbioru prowadzone są spoza granic PRL. Potwierdziły to w pełni badania goniometryczne przeprowadzone przez Amerykanów. Audycje polskie RWE zagłuszane były z terenu Czechosłowacji i ze Związku Sowieckiego. Stosowana przez nie metoda była jednak o wiele mniej skuteczna od lokalnych urządzeń zagłuszających i była w gruncie rzeczy marnowaniem pieniędzy i prądu. Trudno było oczywiście ustalić, czy to zagłuszanie było „bratnią pomocą”, okazywaną bezinteresownie, czy też opłacane było ze skarbu PRL. 24 stycznia 1957 r. dyrektor generalny ministerstwa komunikacji oznajmił, że 52 nadajniki zagłuszające służą obecnie celom komunikacyjnym, a jedenaście nadajników fali średniej wykorzystywane jest do nadawania programów Polskiego Radia. Podejrzewaliśmy, że była to tylko skromna część zagłuszarek. Pozostałe zamilkły wprawdzie, ale zachowano je w gotowości na wypadek decyzji ponownego uruchomienia „brzęczyków".

Zaniechanie zagłuszeń było jeszcze jednym zwycięstwem społeczeństwa wymuszonym tym razem osobiście na Gomułce, który wcale nie miał na to ochoty. Dla nas ten nacisk dołów był wymownym dowodem, jak potrzebne w tych krytycznych latach stały się dla ludności radiostacje zachodnie. Programy naszej rozgłośni stanowiły 80 procent wszystkich audycji nadawanych łącznie przez RWE, BBC i Głos Ameryki.

W ciągu czternastu lat rządów Gomułki odbiór programów nie natrafiał na większe trudności. Wznowienie zagłuszeń nastąpiło nieomal na drugi dzień po objęciu władzy przez Edwarda Gierka w końcu 1970 r.