DLACZEGO NIE BYŁO POWSTANIA PAŹDZIERNIKOWEGO

 
 

Polacy mieli świeżo w pamięci straszliwą hekatombę Powstania Warszawskiego, które nie przyniosło wyzwolenia. W Zapiskach więziennych prymasa Wyszyńskiego pod datą 27 września 1953 r. (drugi dzień po aresztowaniu) znalazło się zdanie:

Byłem od początku i jestem nadal zdania, że Polska, a z nią i Kościół święty, zbyt wiele utraciła krwi w czasie okupacji hitlerowskiej, aby mogła sobie pozwolić na dalszy jej upływ 1.

Kardynał zawarł w tym krótkim zdaniu myśl, która nurtowała wszystkich - tych w kraju i tych na obczyźnie. Wydarzenia poznańskie i krew, która tam się polała, także były ostrzeżeniem przed uciekaniem się do gwałtu zarówno dla rządzonych, jak i dla rządzących.

Linia polityczna Rozgłośni Polskiej w czasie październikowych wydarzeń nie była więc niczyją indywidualną zasługą. Jako kierownik zespołu nie wymyśliłem jej i nie potrzebowałem nikomu jej narzucać. Nigdy nie panowała wśród nas tak daleko posunięta jednomyślność. Przeżywaliśmy oczywiście chwile wielkiego podniecenia i niepokoju. Pamiętam, jak jeden z naszych najbardziej utalentowanych literatów pod bezpośrednim wrażeniem wiadomości z Budapesztu napisał wiersz-protest. Poemat był porywający, ale zawierał tak potężny ładunek emocji, że wydał mi się niebezpieczny. Wyczułem, że nie mogę go po prostu odrzucić. „Słuchaj - powiedziałem - ten wiersz jest wspaniały, to chyba najlepsza rzecz, jaką stworzyłeś. Ale w tym momencie każde zapalne słowo może się okazać iskrą rzuconą w beczkę z dynamitem. Czy ty się jednak nie boisz, że możesz niechcący wzniecić tam jakiś pożar?” Nie potrzebowałem dłużej przekonywać autora. Z miejsca przyznał mi rację i schował swój poemat do kieszeni.

Zbiorowy instynkt samozachowawczy okazał się bardzo skutecznym hamulcem. Jeden z naszych kolegów w Nowym Jorku dostał z kraju list (z dn. 26.11.56 r.), w którym ktoś z jego bliskich pisał:

Byłem na Wybrzeżu w czasie, gdy jeszcze odbywały się wiece i masówki. Trzeba było widzieć te masy ludzi zbierające się samorzutnie i dobrowolnie, by wyrzucić z siebie głośno i otwarcie wszystko, co przez 12 lat groziło więzieniem. Choć wszędzie napięcie było szalone - spokój, dyscyplina i opanowanie były takie, jakby nie wiecowali Polacy.