WOLNA EUROPA - KOZŁEM OFIARNYM

 
 

W tym samym momencie, gdy na Węgrzech zapanował spokój i śmiertelna cisza, w świecie zachodnim rozpętała się prawdziwa burza wokół roli Rozgłośni Węgierskiej Radia Wolna Europa. Błąd w ocenie sytuacji popełnił nie tylko zespół węgierski, ale zachodnie rządy ze Stanami Zjednoczonymi na czele i czołowe organy prasy światowej. Głos Wolnych Węgier nie był więc jedynym winowajcą. Audycje Głosu Ameryki szły po podobnej linii, a radio Madryt dawało wyraźnie do zrozumienia węgierskim słuchaczom, że Zachód pośpieszy powstańcom z wojskową pomocą.

Tuż przed inwazją, kiedy zapanowało przekonanie, że węgierski Dawid zwycięży sowieckiego Goliata, sypały się pochwały pod adresem Radia Wolna Europa. Wyolbrzymiano jego rolę, przypisując radiostacji główną zasługę zarówno w Polsce, jak i na Węgrzech. Teraz - w obliczu klęski - opinia Zachodu potrzebowała uspokojenia własnego sumienia. Wolna Europa stała się dogodnym kozłem ofiarnym. Odpowiadało to znakomicie propagandzie sowieckiej, która autentyczną rewolucję klasy robotniczej usiłowała od początku przedstawić jako spisek amerykański - kontrrewolucję wywołaną i kierowaną z zewnątrz przez Wolną Europę. W tym duchu nastąpił kontratak szefa sowieckiej delegacji w ONZ, Wasyla Kuźniecowa, a później wydana przez Kadara biała księga pod tytułem „Kontrrewolucyjne siły w październikowych wydarzeniach na Węgrzech”. Najgwałtowniejszą nagonkę rozpętała prasa prawicowa w Niemczech. Radiostacja amerykańska, udzielająca dużej swobody emigrantom z Europy Wschodniej i nadająca na zasadach eksterytorialności z Monachium, była od dawna solą w oku niemieckich elementów nacjonalistycznych zarówno na prawicy, jak i na lewicy, nie mówiąc już o komunistach i tych, którzy im po cichu sprzyjali.