LEKCJA POLSKIEGO PAŹDZIERNIKA CZ. II

 
 

Obrona substancji biologicznej za wszelką cenę opiera się w gruncie rzeczy na czysto materialistycznej interpretacji pojęcia narodu. Naród to przecież nie tylko ziemia ojczysta i zamieszkujący ją gatunek ludzi o określonych cechach etnicznych i fizycznych. Naród to także, a może przede wszystkim, wspólnota duchowa, na którą składają się wartości nie dające się wymierzyć i porachować. Zachowanie tożsamości duchowej jest równie ważne dla uratowania bytu narodowego, co przetrwanie biologiczne. Bierne trwanie to nic innego, jak przyzwyczajanie się do istniejącego stanu rzeczy, a w końcu jego akceptacja, co w ostatecznych skutkach prowadzić musi do wynarodowienia.

W latach 1952-1956 Polska dowiodła, że między dwiema skrajnościami - powstaniem zbrojnym z góry skazanym na klęskę, a niewolniczą uległością - istnieje szeroka gama innych możliwości. Naród polski raz jeszcze pokazał, jak szybko umie wydobyć się ze stanu apatii i przygnębienia, by skorzystać z nadarzającej się szansy historycznej.

Zdobycze Października wywalczyło sobie samo społeczeństwo. Zdało sobie w końcu sprawę, że może liczyć tylko na własne siły. Zachód z Ameryką na czele może co najwyżej wspierać i pomagać. Taką pomocą ofiarowaną przez Stany Zjednoczone było powstanie Radia Wolna Europa pozwalające Polakom mówić swobodnie do Polaków. Pozostaliśmy wierni zasadzie, jaką postawiliśmy sobie na samym początku. Określiliśmy wtedy nasze miejsce i służebną rolę wobec społeczeństwa. Nie sięgaliśmy po „rząd dusz” i nie usiłowaliśmy kierować zdalnie społeczeństwem albo udzielać jakichkolwiek instrukcji, rad i pouczeń. Służyliśmy natomiast jako pas transmisyjny, przekazując na cały kraj postulaty, rezolucje, manifesty uchwalane w kraju, gdy ludzie mogli przemówić swobodniej. Staraliśmy się o to, by stać się dla Polski szeroko otwartym oknem na świat. Studenckie pismo „Wyboje” pisało o zagłuszarkach jako „strażnicach prawomyślności” - „...Strażnice prawomyślności w okresie kultu Stalina stanowiły tylko cząstkę szeroko rozbudowanego aparatu izolacji. Żelazna kurtyna była szczelna. Trwała zbyt długo, by nie wyrządzić niepowetowanych strat, a zbyt krótko, by przekształcić ludzi w bezmyślne automaty” („Wyboje”, Poznań, nr 5, 7.11.1956).

Czy i jaki wpływ wywieraliśmy na formowanie niezależnej opinii, ocenić mogą tylko sami słuchacze. Dlatego zamiast odpowiedzieć na to pytanie, wyręczę się przedstawicielem pokolenia Solidarności. Andrzej Gwiazda miał lat 17 i chodził jeszcze do szkoły, gdy rozpoczynaliśmy nadawanie audycji. W trzydzieści lat później, w 1982 r., nadesłał z celi więziennej ocenę roli Radia Wolna Europa. Ogłosiło ją wychodzące poza cenzurą pismo „Skorpion” (nr 1, Gdańsk, październik 1982).