Do programów politycznych zaliczyć należy programy dla osobnych kategorii słuchaczy, a więc dla młodzieży, dla kobiet, dla robotników i dla rolników. Audycje „Rzeczpospolita młodych” redagował z talentem Tadeusz Nowakowski występujący pod pseudonimem Tadeusz Olsztyński.

Dużo miejsca poświęcaliśmy satyrze politycznej. ,,Podwieczorek przy mikrofonie" - konLynuacja przedwojennej audycji Polskiego Radia pod tą samą nazwą - stal się niejako biletem wizytowym naszego programu. Odbywał się w naszym wielkim studio nr 1 z udziałem publiczności złożonej przeważnie z „dipisów” sprowadzanych autobusami z pobliskiego osiedla Eudwigsfeld, ze szpitala w Gauting i z domu starców w Monachium.

Specjalne miejsce w programie zajmował „List do komunisty". W początkach 1952 r. dostaliśmy list od jakiegoś członka partii, inżyniera z zawodu. Z tytułu swych funkcji objeżdżał fabryki i twierdził, że 80 procent członków partii nienawidzi systemu, nie są żadnymi komunistami i co najmniej część z nich można uważać za dobrych Polaków. Wówczas jednak, we wczesnych latach pięćdziesiątych sporo było w aparacie partyjnym, zwłaszcza na kierowniczych stanowiskach, wierzących i praktykujących marksistów.

Raporty informacyjne, napływające codziennie do Monachium, zanim trafiały do mnie, musiały przejść przez gęste sito Biura Ewaluacji i Studiów. Niewielki sztab pracowników wyciągał tam z dzienników, periodyków i wszelkich dostępnych źródeł fakty, nazwiska, daty i wprowadzał je do kartotek imiennych i rzeczowych, Ewaluacja wyposażona była w mapy, słowniki geograficzne, nawet książki telefoniczne.

Wsłuchiwanie się w reżymowe środki masowego przekazu kryło w sobie pewne niebezpieczeństwo, gdyż popychało redaktorów do polemiki i kontrpropagandy, której słuchacz nie lubi w nadmiarze. Wiadomości z prasy i radia trzeba więc było równoważyć informacjami z własnych źródeł. Nieocenione usługi pod tym względem oddawała własna sieć sprawozdawców rozmieszczonych w biurach RWE po całej Europie: w Sztokholmie, w Berlinie Zachodnim, w Londynie, Hamburgu, Frankfurcie, w Paryżu i w Rzymie.

Drugie miejsce po dziennikach zajmowały programy polityczne. Omówienia wydarzeń międzynarodowych dostarczał Nowy Jork. Komentowanie wydarzeń krajowych wymagało stałego dopływu informacji z Polski. Za czasów stalinowskich nieliczni korespondenci prasy zachodniej w Warszawie byli w praktyce odcięci od kontaktów ze społeczeństwem, mogli co najwyżej powtarzać wiadomości pochodzące z oficjalnych środków masowego przekazu. RWE musiało opierać się na własnych źródłach.

Zdawałem sobie dobrze sprawę, że radio musi przede wszystkim zaspokajać głód wiadomości. Dziesięciominutowe dzienniki nadawane były z wybiciem każdej pełnej godziny, z początku piętnaście, później dziewiętnaście razy dziennie. Słuchacz wiedział, że jeśli otworzy odbiornik na początku następnej godziny, to usłyszy, co nowego zaszło w świecie i w kraju. Dzienniki oparte były wyłącznie na sprawdzonych wiadomościach.

Podobnie jak Polskie Radio przed wojną, zaczynaliśmy audycje o piątej rano chóralnym śpiewem Kiedy ranne wstają zorze, a kończyliśmy hymnem narodowym o północy. Co dzień w południe rozlegał się z anten RWE hejnał z Wieży Mariackiej w Krakowie. Technicy naszego nasłuchu nagrali go z taką precyzją i perfekcją, że słychać było wyraźnie nawet charakterystyczny odgłos kroków trębacza.

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy przedostało się do nas 166 listów z Polski, 56 od robotników, chłopów i rzemieślników3. Reszta od inteligencji. Dla zmylenia cenzury ogłaszaliśmy prywatne adresy w Paryżu i w Londynie, na które można było wysyłać do nas listy, ale przeciwnik czuwał od początku. Zdawaliśmy sobie sprawę, że tylko drobna część korespondencji od słuchaczy może przedostać się przez filtr cenzury pocztowej.

Dopiero po kilku dniach moja sekretarka, Stasia Szulczewska, z tryumfem położyła mi na biurku pierwszy list od słuchacza z dalekiej Australii. Kolega z AK, Roman Gronowski, tak pisał pod świeżym wrażeniem naszej audycji inauguracyjnej:

Strony