Zaraz po zakończeniu zebrania w studio nr 1 podszedł do mnie jeden z polskich gości, Ryszard Wraga, uważany za wyrocznię w sprawach sowieckich. Wysłuchałem kazania ks. Tokarka i pańskiego przemówienia - powiedział. - Jestem głęboko wzruszony waszym zapałem, entuzjazmem i optymizmem. Niestety obawiam się, że przyszłość przyzna rację ks. Tokarkowi. Nie obalicie radiem komunizmu i Związku Sowieckiego. Sądząc z przykładu Ukrainy, za dwadzieścia pięć lat Polska pozostanie już tylko nazwą i miejscem na mapie.

Jak co roku od stu sześćdziesięciu jeden lat tak i dziś drgają zda się znowu w powietrzu echa z dalekiej przeszłości - okrzyki tłumów przed katedrą świętojańską i radosne tony majowego mazurka.

Nadejdzie jeszcze len dzień, kiedy jutrzenka swobody zabłyśnie znowu nad Warszawą. Będzie to dzień Waszego zwycięstwa, Waszego tryumfu - tryumfu Narodu, który w najgorszych chwilach nie utracił wiary.

Teraz przyszła kolej na mnie. Po raz pierwszy mówiłem do kraju jako Jan Nowak - kierownik rozgłośni. Nie było to łatwe zadanie. Polska pogrążona była w mrokach stalinowskiej nocy, która zdawała się być nocą bez świtu. Na horyzoncie nie widać było żadnego światełka nadziei. Więzienia bezpieki były pełne tor- turowanych ludzi, odbywały się kapturowe sądy, pokazowe procesy i nocne egzekucje.

Po chóralnym odmówieniu Litanii Loretańskiej przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej wróciliśmy do budynku na Englischer Garten.

Dzień Trzeciego Maja rozpoczynaliśmy od uroczystej Mszy św. w polskim kościele Św. Barbary. Jakież było nasze zdumienie, gdy na kazalnicy ukazał się ks. Tokarek z Paryża, autor złośliwych, nieustannych napaści na nasz zespół.

Kazanie niewiele się różniło od jego felietonów. Zaczął od wersetu z Księgi Jozuego: „W uszach mnóstwa głosów trąbienie zabrzmiało”7. Sens kazania był prosty.

Przy takim oto akompaniamencie zbliżaliśmy się do dnia inauguracji. W wigilię Trzeciego Maja tragiczny incydent zmącił nasze nastroje. Bezpieczeństwa budynków i nas wszystkich (tylko 120 km dzieli Monachium od granicy z Czechosłowacją) pilnowali młodzi wartownicy niemieccy, zatrudnieni przez Amerykanów.

Ze wszystkich ataków najbardziej złośliwa i niezrozumiała była kampania na łamach tygodnika katolickiego „Polska Wierna”, wydawanego przez księży polskich w Paryżu. Redaktor ks. Wacław Tokarek występując pod pseudonimem W. T. Żegota, poświęcał nam niemal co tydzień felieton, w rubryce „Bez retuszu”. Mutacja „Polski Wiernej” ukazywała się równocześnie w Monachium i była pilnie czytana przez miejscową Polonię.

Drogi Stanisławie! Ze strony różnych polskich organizacji zwrócono się do p. Griffitha i do mnie z postulatem, by zapowiedź naszej stacji: „Głos Wolnej Polski” zamienić na „Głos Wolnych Polaków”.

Nagonka była szkodliwa, bo podważała morale ludzi, którzy z takim zapałem zabierali się do pracy w przekonaniu, że spełniać będą ważną funkcję w służbie kraju. Każda nowa napaść budziła przygnębienie. Nie wszystkie jednak krytyki dyktowała, jak na przykład w wypadku Hrabyka, zawiść. Społeczność polską niepokoiła pewna dwuznaczność polityki amerykańskiej. Klęska Powstania Warszawskiego i zdrada jałtańska były jeszcze bardzo świeże w pamięci.

Niemcy za warunek dalszego istnienia tej stacji uważają zapewnienie rządowi niemieckiemu wpływu politycznego na audycje przekazywane z Monachium do Polski. W ten sposób ufundowana przez Amerykanów, a obsługiwana przez Polaków stacja Wolna Europa w Monachium miałaby się stać rozgłośnią propagandy niemieckiej... Emigracja polska w roli urzędników propagandy hitlerowskiej przeznaczonej na kraj: to byłoby coś, czego nie mogło przewidzieć żadne pióro ani żadna fantazja .

Strony