W ostatniej rozmowie z Griffithem wróciłem raz jeszcze do problemu granicy na Odrze i Nysie. Powiedziałem otwarcie, że jest lo dla mnie i dla przyszłości radia sprawa zasadnicza. Rozumiem, że Amerykanie nie chcą popadać w konflikt z odbudowywanym państwem Niemiec Zachodnich, które mają być sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. Stawia to jednak przyszły polski zespół RWE w bardzo trudnej sytuacji. Nie mógłbym podjąć się kierownictwa Polskiej Rozgłośni, dopóki nie znajdziemy jakiegoś rozwiązania.

Byłem traktowany tak, jakby moja nominacja była już zapewniona. Dowiedziałem się, że napływają podania i listy od ewentualnych kandydatów i ich protektorów. Na moją prośbę udostępniono mi ogromną tekę tych zgłoszeń. Na samym wstępie znalazłem długą, czarną listę sporządzoną przez prof. Stanisława Kota8. Zawierała ona nazwiska ludzi, którzy byli rzekomo związani z przedwojennym „faszystowskim” obozem rządowym albo należeli do klasy obszarników. Kot określi! tych ludzi jako wrogów demokracji.

U Węgrów linia podziału biegła między tymi, którzy w czasie wojny byli w opozycji do rządu sprzymierzonego z Rzeszą hitlerowską a tymi, którzy w tym rządzie tkwili. Węgry były nieformalnym sojusznikiem Niemiec od czasów' traktatu wersalskiego. Trudno więc było nazywać tych ostatnich kolaborantami w polskim lego słowa znaczeniu. Na czele zespołu stal arystokrata węgierski, Gyula Dessewffy, który był przed wojną czynnym działaczem stronnictwa ludowego.

Po przekroczeniu po raz pierwszy progu budynku na Englischer Garten odniosłem wrażenie takiego niesamowitego zamieszania, jakby w to mrowisko ktoś przed chwilą wpakował kawałek kija. Choć Rozgłośnia Czechosłowacka nadawała już od pięciu miesięcy - budynek nie był wykończony, w pośpiechu wznoszono skrzydła, które miały wkrótce pomieścić Węgrów i Polaków. Węgrzy przygotowywali się do swojej inauguracji w pobliskiej kamienicy na Possartstrasse.

Następnego dnia nie przyszedł sam, lecz w towarzystwie żony - Niemki. Miała na imię Ingę, była tęgą, typową Niemką, blondynką o bardzo nordyckim wyglądzie. Przypominała potężne heroiny z wagnerowskich oper. Griffith zaraz, po wojnie brał czynny udział w denacyfikacji amerykańskiej strefy okupacyjnej. W tym czasie ożenił się z Ingą. Ale po co ją przyprowadził?

W pół godziny po moim przybyciu zjawił się w pokoju William Griffith. Tęgi, małego wzrostu, o owalnej twarzy, w okularach - był bardzo młody, miał najwyżej 27 lat. Mówił szybko jak karabin maszynowy, poruszając tyle spraw i sypiąc tyloma faktami, że poczułem się nieco oszołomiony. Rozmówca miał uproszczoną, ale zadziwiająco szeroką znajomość nie tylko spraw Europy Wschodniej i Polski, ale także emigracji. Nie przypuszczałem, że w tym młodym człowieku, który wydał mi się zimnym homo politicus.

Aż się zatrząsłem na te słowa. Na stacji Poraj zastrzelony został przez celników nasz młodziutki kurier, „Klimek”. Kto wie, czy morderca nie stoi w tej chwili przede mną. Był najwyraźniej rozradowany i przyjaźnie zainteresowany spotkaniem wczorajszego wroga. Przypomniały mi się opowiadania Polaków z Poznania, którzy w czasie pierwszej wojny światowej służyli w wojsku niemieckim na froncie zachodnim.

W dniu 31 Iipca 1951 r. otrzymałem list podpisany przez politycznego doradcę RWE, Williama Griffitha, zapraszający na rozmowę do Monachium U „Jak panu wiadomo - pisał Griffith - bierzemy pod uwagę utworzenie polskiej sekcji, która nadawałaby stąd programy do Polski na daleko większą skalę niż dotychczas. W związku z tym chcielibyśmy przedyskutować z panem cały projekt”.

Clay wraz z dwoma innymi generałami - Eisenhowerem i Bedell Smithem - przystąpili do wypracowania strategii wojny psychologicznej. Współpracował z nimi C.D. Jackson, człowiek o niezwykłym dynamizmie i energii, który w czasie wojny był zastępcą szefa wydziału wojny psychologicznej SHAEF6, a po wojnie został wiceprezesem jednego z najpotężniejszych koncernów prasowych „Time and Life”. W lutym 1951 r. Jackson objął prezesurę Komitetu Wolnej Europy i od tej chwili wypadki potoczyły się wartkim tempem.

Tymczasem wydarzenia międzynarodowe wysunęły radio na pierwszy plan działalności Komitetu Wolnej Europy. Początkowo miało ono służyć jako platforma politycznym działaczom i intelektualistom z Europy Wschodniej.

Strony