Irytowała mnie coraz bardziej naiwność Anglików komentujących wydarzenia w Polsce. Zbigniew Grabowski utrzymywał, że jest to celowa taktyka. W początkach 1949 roku zaczął się w Polsce najbardziej ponury okres stalinowskiego terroru. Anglicy woleli w tych czasach uchodzić wśród słuchaczy za życzliwych, ale słabo poinformowanych przyjaciół. Lepiej było udawać, że opinia publiczna i rząd brytyjski nie wie o wszystkich okropnościach, które rozgrywały się za murami więzień i w lochach bezpieki.

Z komentarzami politycznymi było znacznie gorzej. Kierowniczka sekcji, albo jej zastępca, dostawała z centrali pewien asortyment tekstów angielskich do przetłumaczenia. Wybierała z nich te, które wydawały się najlepsze. Mogła to i owo wykreślić. Dziennikarz angielski, pracujący w zagranicznej służbie BBC, pozbawiony był rozgłosu, satysfakcji zawodowej, jaką dawało pisanie dla czytelników brytyjskich.

Przyglądając się BBC z bliska, od wewnątrz, zacząłem odkrywać w tym mechanizmie słabe strony. Najlepsze były niewątpliwie dzienniki radiowe, które swoim obiektywizmem zdobyły BBC światową reputację wśród milionów słuchaczy. Na kursie dla nowicjuszy uczono nas jednak, że nie ma takiej rzeczy jak absolutny obiektywizm. Istnieje wiele sposobów przedstawienia jakiegoś wydarzenia. Trzeba wybrać taką wersję, która najlepiej odpowiada celom BBC.

Mieczysława Paczosę, Zastępca Zasio. Stanisław Faecher, przedwojenny redaktor działu sportowego „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” był jedynym człowiekiem w tym gronie, który trzymał się jakby na uboczu. Swą pozycję zawdzięczał niewiarygodnej pracowitości, a także układności wobec Anglików.

W Polskiej Sekcji poczułem się od pierwszego dnia jak w rodzinie. Miałem wtedy trzydzieści cztery lata i byłem beniaminkiem zespołu, który składał się w większości z weteranów przedwojennego Polskiego Radia 5. Stanowili oni zespół niewielki, ale bardzo zgrany i zżyty.

W systemie demokratycznym obywatel jest podmiotem, a nie przedmiotem władzy. Władza pochodzi z wyboru społeczeństwa, i by móc dokonać wyboru, każdy musi mieć prawo poznania pełnej prawdy. Od początku BBC przestrzegało rygorystycznie reguły oddzielania faktów od opinii (separation of news and views). Dziennik radiowy składał się wyłącznie z wiadomości. Jedynym kryterium ich doboru była waga każdego wydarzenia i wiarygodność ich źródła.

Słuchaczy z miejsca uderzał kontrast między metodami propagandy państw totalitarnych i BBC.

Pamiętam, jak mocno przeżywałem tę chwilę, gdy w studio w Bush House4 wymówiłem po raz pierwszy zapowiedź: „Tu mówi Londyn...” Uwagi te odnoszą się do sytuacji z końca lat czterdziestych. Nazwa budynku, w którym mieści się światowy serwis BBC.

W czasach pokojowych działalność niepodległościową można było prowadzić albo przez oddziaływanie na kraj, albo na obcych. W obu przypadkach jedynym orężem była myśl i słowo. Wybitnych ludzi mieliśmy pod dostatkiem. Brakowało narzędzi, a więc środków finansowych i technicznych. Przykład Jerzego Giedroycia i „Kultury”, która w późniejszych tatach stała się jakby latarnią morską rzucającą spod Paryża szeroką smugę światła na kraj, pokazywał, że nie były to przeszkody nie do pokonania.

Trzyletnie interludium między zakończeniem ostatniej misji emisariusza a podjęciem pracy w Polskiej Sekcji BBC trwało zbyt długo. Z początku pomagałem gen. Borowi-Komorowskiemu w pisaniu jego relacji z Powstania Warszawskiego, która na łamach „Reader’s Digest” rozeszła się na cały świat w kilkunastu językach i wielomilionowym nakładzie. Potem pomagałem generałowi w opracowaniu pierwszego brulionu jego wspomnień Armia Podziemna.

Strony