Znaleźliśmy się wobec zupełnie nowej sytuacji. Dotychczas przemawialiśmy do milczącego społeczeństwa. Głos miała wyłącznie partia i jej organy propagandowe. Obecnie usłyszeliśmy po raz pierwszy z wielką siłą autentyczną opozycję. Wymagało to radykalnej zmiany nie tylko całej dotychczasowej strategii, ale własnego sposobu myślenia i tonu audycji.

Trzeba było wytłumaczyć ten zadziwiający proces przemian wpierw sobie, a później słuchaczom. Jak mogło do tego dojść? Dlaczego cenzura nie zahamowała z miejsca publicznej krytyki? W moim opracowaniu „Kampania Głosu Wolnej Polski w okresie »odwilży«” kładłem nacisk na konieczność odróżniania w audycjach dwóch nurtów. Jeden, oficjalny, był wyrazem polityki partyjnej i miał charakter manewru taktycznego jak różne przemijające pieredyszki i NEP-y.

Wybuch otwartego buntu i protestu inteligencji po III Plenum zaskoczy! nas. Po latach konformizmu i zglajchszaltowanej prasy, każdy numer „Po prostu” lądujący na naszych biurkach przynosił nowe, nieoczekiwane rewelacje. Tygodnik z nudnego organu ZMP zmienił się w główną trybunę młodej inteligencji krytykującej niesłychanie ostro „błędy i wypaczenia".

Tak rozpoczęła się „odwilż”. W ciągu następnych osiemnastu miesięcy czyniła stałe postępy dzięki poważnym wydarzeniom odgrywającym rolę katalizatorów. W całym tym okresie wyróżnić można cztery najważniejsze fazy:

Wulkan wybuchł ostatecznie na naradzie aktywu centralnego zwołanego pod wrażeniem zbrodni i nadużyć bezpieki ujawnionych przez Swiatłę. Była już o tym mowa w poprzednich rozdziałach. Choć żadna wiadomość o tym zebraniu i przebiegu dyskusji nie ukazała się w prasie, została ona uznana w oficjalnej historiografii partyjnej za punkt przełomowy. Długo tłumione nastroje niezadowolenia i krytyki eksplodowały z nieoczekiwaną gwałtownością. Jak mówił później Ochab, zaskoczone kierownictwo znalazło się w izolacji.

Jednak wydarzenia rozgrywające się na zewnątrz wzbudziły pewne ośmielenie już w roku 1954, Wiadomości z Moskwy i innych krajów bloku pozwalały antycypować, że coś podobnego prędzej czy później musi także nastąpić w Polsce. Już wiosną 1954 r. zaczęto zwalniać sporo więźniów „winnych" tzw. „spraw gospodarczych”. Dla środowiska partyjnego szczególne znaczenie musiała mieć wiadomość o próbach pojednania Kremla z Tito.

Opór społeczeństwa stał się także źródłem opozycji w łonie samego kierownictwa partyjnego i buntu inteligencji twórczej. Wśród aktywu centralnego dojrzewała świadomość, że metodami stalinowskimi, których kurczowo trzymał się Bierut i jego klika, nie da się rządzić. Reglamentacja informacji i ograniczenia narzucane twórczości artystycznej doprowadziły do oderwania propagandy od rzeczywistości.

Nowy kurs rozpoczął się w Niemczech Wschodnich dziewiątego czerwca 1953 r. Rozruchy, do których doszło w tydzień później, nie przerwały zmian w polityce gospodarczej. Śladem Berlina poszły Węgry, a następnie Rumunia, Bułgaria, Albania, Czechosłowacja. PRL przyłączyła się na szarym końcu, połowicznie, dopiero w tezach przedzjazdowych ogłoszonych na IX Plenum (29 30 października 1953 r.). Stało się jasne, że Bierut ociąga się, stwarza pozory, a w gruncie rzeczy kontynuuje linię Stalina.

Od tego ogólnego kierunku jaskrawo odbijała się sytuacja w Polsce. Propaganda nie przestawała powtarzać sloganu o konieczności zaostrzania walki klas, co w tłumaczeniu na normalny język oznaczało eskalację terroru.

Zdumiewa, jak szybko i niecierpliwie nowa ekipa zabrała się do naprawiania błędów Stalina, zwłaszcza w dziedzinie polityki zagranicznej i ekonomii. Intensywna rozbudowa przemysłu ciężkiego kosztem poziomu życia szerokich mas doprowadziła do załamania się planów gospodarczych w całym bloku sowieckim. Naprawa wymagała podniesienia wydajności pracy, a więc zelżenia terroru i zastąpienia środków represyjnych bodźcami ekonomicznymi.

Strony